-
Cywil na misji
Wcześniej zajmowała się domem, mężem i wychowywała dzieci. Teraz postanowiła zrealizować swoje ambicje. Postawiła na Afganistan. O tym, jak cywil radzi sobie na misji, opowiada Barbara Pawlica, pielęgniarka w bazie Warrior.
Przed wyjazdem do Afganistanu pracowała jako pielęgniarka cywilna w Polsko-Ukraińskim Batalionie Sił Pokojowych w Przemyślu. Często miała kontakt z żołnierzami, którzy wyjeżdżali lub wracali z misji. Stąd też łatwiej było jej podjąć decyzję i przygotować się do wyjazdu. Przemyślała wszystko i postanowiła, że spróbuje swoich sił. Pamięta reakcję męża – żołnierza, gdy wspomniała mu o swoich planach: „Jak chcesz to możesz jechać, ale ja do tego nawet palca nie przyłożę”, powiedział. Reakcja dzieci: syna (22 lata) i córki (25 lat) była zupełnie inna. Poparli jej decyzję. Wierzyli, że wreszcie będzie się mogła spełnić zawodowo.
Cywil, w dodatku kobieta
Trzy miesiące temu dotarła do polskiej bazy Warrior i rozpoczęła pracę w miejscowym ambulatorium. Na początku ciągle towarzyszył jej stres. Starała się go opanować i nie dać ponieść emocjom. „Brałam przykład z tych osób, które były już tu wcześniej i słuchałam ich rad”, opowiada. Teraz jest juz dużo spokojniejsza, dostosowała się do panujących warunków i... wreszcie się uśmiecha. Jest ulubienicą swoich współpracowników, lubią z nią rozmawiać, proszą o radę. „Do ambulatorium często przychodzą chłopcy w wieku mojego syna, więc po trosze traktuję ich jak matka” – mówi Barbara.
Nie liczyła na pomoc lub szczególne traktowanie żołnierzy z racji tego, że jest kobietą. Ale już podróż do Afganistanu był miłym zaskoczeniem. Ktoś pomógł ponieść bagaż, wskazał miejsce noclegu, inny przyszedł porozmawiać widząc jej zmartwioną minę. Przyznaje, że czasem kobiecie w wojsku jest łatwiej. „Pamiętam długą kolejkę przed stołówką w Wigilię. Zaczęłam się zastanawiać, jak długo w niej postoję, gdy żołnierz, który stał tuż na początku zawołał mnie. Powiedział, że zajął mi miejsce”, śmieje się. To, że jest cywilem nie ma tutaj żadnego znaczenia, podporządkowuje się poleceniom jak każdy żołnierz.
Spełniona zawodowo
Przyznaje, że w Afganistanie zmienił się charakter jej pracy. Do ambulatorium często trafiają osoby poszkodowane z obrażeniami, jakich w kraju nigdy by nie zobaczyła, jak np. żołnierze ANA (Afgańska Narodowa Armia) z ranami postrzałowymi. Doskonale pamięta swojego pierwszego pacjenta. „To był Afgańczyk, ranny w wyniku wybuchu IED. Pierwszy raz zobaczyłam taką masę krwi. Natychmiast udzieliliśmy mu pierwszej pomocy. Mężczyzna przeżył”, wspomina.
To zdarzenie uświadomiło jej, jak wiele potrafi wytrzymać. „Jestem odporna, nie mam nocnych koszmarów. Po prostu robię to, co do mnie należy”, mówi zdecydowanie. Czuje, że spełnia się zawodowo. Największy kryzys, jaki do tej pory przechodziła to okres przed Bożym Narodzeniem. Bardzo tęskniła za rodziną. Każdy telefon od albo do męża to emocjonalne wsparcie. Dzieci również mocno jej kibicują i trzymają kciuki. Czego, oprócz obecności bliskich jej tu brakuje? Bez zastanowienia odpowiada, że gotowania. „Ulepiłabym pierogi, ugotowała coś pysznego, upiekła ciasto”, uśmiecha się.
Odpocząć w kraju i wracać
Barbara Pawlica ma też nietypowe hobby: „Lubię sporty ekstremalne. Latałam na lotni, próbowałam skoczyć na bungee, ale rodzina w ostatniej chwili mnie powstrzymała. Chciałabym nauczyć się skakać ze spadochronu. Co jeszcze? Dalekie podróże – fascynuje mnie Japonia. Marzę o wyprawie do Chin”, mówi.
Zapytana o kolejną wyprawę do Afganistanu, uśmiecha się tajemniczo. „Już o tym myślałam. Mogłabym chyba pojechać na chwilę do kraju odpocząć, a potem tu wrócić”.
Źródło: http://www.polska-zbrojna.pl/